„Wszyscy jesteśmy marionetkami wiszącymi ponad oceanem szaleństwa” – te słowa Alexandra Gordona Smitha idealnie otwierają drzwi do świata, jaki w swojej powieści buduje Sylwia Bies. „Marionetka” to lektura, która nie krzyczy z okładki krwawymi zwrotami akcji. Zamiast tego wciąga czytelnika w powolny, duszny taniec psychologicznego napięcia, w którym nic nie jest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka.
Teatr pozorów i ukryte pęknięcia
Mamy tu do czynienia z labiryntem sekretów. Każdy z bohaterów odgrywa swoją rolę, nakładając maskę, pod którą kryje się lęk, wina lub dawno pogrzebana trauma. Fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, co początkowo może wywoływać lekkie zagubienie, a skacząca oś czasu momentami wystawia cierpliwość na próbę. Autorka rezygnuje jednak z klasycznego kryminału na rzecz studium relacji międzyludzkich – morderstwo jest tu właściwie wątkiem pobocznym, pretekstem do rozliczenia się z przeszłością.
Największą siłą książki jest bez wątpienia jej klimat. Sylwia Bies buduje go oszczędnymi środkami, stawiając na gęstą atmosferę i psychologiczne podteksty. Zamiast szybkiej akcji dostajemy poczucie, że coś „wisi w powietrzu”, a prosty, przystępny styl ułatwia skupienie się na emocjach, nie zmuszając do walki z formą.
Kiedy ofiara staje się katem
Najbardziej intrygującym elementem powieści jest portret głównej bohaterki. Na pierwszych stronach rysuje się jej obraz jako bezwolnej ofiary okoliczności. Jednak im głębiej wnikamy w tę historię, tym wyraźniej widać, że nie ma tu postaci niewinnych. Granica między oprawcą a skrzywdzonym zaciera się, a bohaterka pokazuje swoje mroczniejsze, trudniejsze do polubienia oblicze.
Szczególnie dobitnie autorka pokazuje toksyczne relacje między dorosłymi a dziećmi. To bolesny obraz tego, jak nieświadomie dorośli potrafią ranić najmłodszych, a przekazywane z pokolenia na pokolenie kłamstwa i traumy tworzą fundament pod życiową katastrofę. Kłamstwo staje się tu niszczycielską siłą – cichą trucizną, która buduje zaufanie z kruchego kryształu, by przy pierwszej lepszej próbie rozbić je w drobny mak.
Lekkość, która ulotniła się za szybko?
Chociaż książka potrafi przyciągnąć uwagę krótkimi rozdziałami i dynamiczną zmianą perspektyw (dzięki czemu czytelnik musi weryfikować swoje podejrzenia), pozostawia po sobie pewien niedosyt. Zakończenie bywa łatwo przewidywalne już na samym początku, a śledztwo prowadzone przez policjantkę gubi się gdzieś w połowie drogi, by powrócić dopiero na finałowych stronach.
Wielowątkowość i rozbudowane tło – od licealnych problemów, przez życie w Irlandii, aż po skomplikowane dramaty rodzinne – miały ogromny potencjał. Niestety, momentami brakuje głębszego wejścia w psychologię postaci. Tematy zostają jedynie dotknięte, a całość „leci” po powierzchni, zamiast mocniej zakorzenić się w głowie czytelnika. To lektura idealna na jeden wieczór – wchodzi gładko, angażuje i pozwala się zresetować, ale po zamknięciu okładki nie zostaje z nami na dłużej.
Dla kogo jest ta książka?
„Marionetka” to solidna, klimatyczna powieść obyczajowa z mocnym zacięciem psychologicznym. Nie znajdziesz tu fajerwerków ani taniej sensacji. Znajdziesz natomiast studium ludzkich słabości, obraz pokiereszowanych przez los rodzin i refleksję nad tym, jak bardzo jesteśmy pacynkami w rękach własnych nawyków i przeszłości.





